sobota, 5 stycznia 2013

Plastry Matopat

Łobuziak ma już prawie 16 miesięcy. Im starszy, tym bardziej ciekawy wszystkiego. Łapki coraz dłuższe, dalej sięgają, oczka latają w lewo i w prawo w poszukiwaniach przygody, a ciekawskie stópki wszędzie by się chciały wdrapać.
Na przykład podsuwa rower pod stół, staje na rowerze i próbuje wejść na stół lub przynajmniej coś z niego zrzucić. Co z tego, że rower może w każdej chwili odjechać a małe polecieć na zęby. Wchodzi na co się da i gdzie się da byleby osiągnąć cel.
O drobne wypadki i skaleczenia nie trudno.
W związku z tym zastanawiałam się nad plastrami w celu zaklejenia ewentualnej rany.  Jednak nie zakupiłam, bo uznałam, że przecież mały i tak od razu taki plaster zerwie, że nie utrzyma się on u niego nawet minuty.

Portal Kosmeland
zaproponował nam testowanie plastrów Matopat dla dzieci. Stwierdziłam, że czemu nie i przyjęłam propozycję. Miałam nadzieję, że znajdę wśród plastrów coś dla nas.
Zestaw jaki do nas dotarł wyglądał tak:

4 opakowania plastrów, w każdym po 12 sztuk plastrów:
1.kamuflaż różowy
2. kamuflaż zielony
3. z Garfieldem
4. wodoodporne tatuaże
+dodatkowo w paczce znalazły się kolorowanki, długopis i notes z przyklejanymi kartkami.



Główna zaletą plastrów jest ich kwestia wizualna. Kolorowe wzornictwo odwracające uwagę   od skaleczenia pomaga szybko zapomnieć o bólu i poprawić humor.
Każde dziecko znajdzie coś dla siebie. Garfield dla fanów kreskówek, kamuflaże różowy i zielony dla starszych dzieci, a wodoodporne dla najmniejszych pociech(ale nie tylko).
Plastry kamuflaże i Garfieldy nie wywołały u nas żadnego "wow", po prostu kolorowe plastry i tyle, jednak wodoodporne tatuaże przypadły nam do gustu bardzo.
Dlaczego?
A dlatego, że nie wymagają codziennej zmiany, dlatego, że bardzo dobrze przylegają do skóry, nie odklejają się i małe nie zdejmie ich zbyt szybko.  Są bardzo, bardzo cieniutkie, elastyczne, rozciągliwe dzięki czemu trzymają się skóry idealnie. Zupełnie inne od tradycyjnych plastrów. Woda nie robi im "krzywdy", kąpiel, mycie rączek im nie straszne, nie trzeba od razu zmieniać namoczonego, sfilcowanego plastra jak to bywa w przypadku zwyklaków. Wodoodporny plaster po kąpieli zostaje w niezmiennym stanie.
Przy naklejaniu na ranę należy zwrócić uwagę by zdjąć również folię ochronną z zewnętrznej, kolorowej warstwy plastra. Przyznam, że ja nie od razu ją dostrzegłam i początkowo nie zdjęłam. Tak to jest jak się nie czyta instrukcji na opakowaniu, ale wydawało mi się, że plaster to nie wysokiej technologii, nowoczesny sprzęt AGD i poradzę sobie bez instrukcji. Okazało się jednak, że nawet w przypadku plastrów trochę techniki i człowiek się gubi ;)
Po zdjęciu folii ochronnej dopiero dostrzegłam efekt tatuażu jakimi w dzieciństwie byłam cała poobklejana. Bardzo fajne, bo inne. Nie spotkałam się wcześniej z takim rodzajem plastrów. Przyjemne połączone z pożytecznym.
Przyznam, że nawet ja aktualnie chodzę z rybką na palcu, bo zrobiłam sobie "kuku". Pani w sklepie trochę dziwnie na mnie patrzyła. Dorosła kobieta z kolorowym tatuażem z rybką na palcu, ale jakoś nie specjalnie się tym przejęłam ;)



Plaster na moim paluchu :) Po jakiś 15 godzinach noszenia.







Jeśli macie w domku małe huraganki to polecam sprawdzić właśnie te wodoodporne tatuaże. Myslę, że będą zachwycone.

czwartek, 3 stycznia 2013

Wyniki Antybakteryjnego Konkursu!

Pewnie już nie możecie się doczekać:)
Wiem wiem, musiałyście długo czekać, ale same rozumiecie. Święta, Sylwester, Nowy Rok:)
Mam nadzieję, że nam wybaczycie to długie oczekiwanie :)

Zgłoszeń dostaliśmy 46.  Było z czego wybierać i ciężko było wybrać tylko 3 osoby. No ale trzeba:)
Wspólnie z Panią Karoliną z OsmozaCare wybrałyśmy:
 
Bogusławę Kamecką
Magdę Karpińską
Annę Kowal-Gąskę

Serdecznie gratulujemy!!!
Zwyciężczynie prosimy o kontakt mailowy : kontakt@osmozacare.pl
Proszę podać adres do wysyłki nagrody (z tego samego maila, z którego napłynęło do nas Wasze zgłoszenie).

Wszystkim bardzo dziękujemy za udział.
Nawet jeśli tym razem Wam się nie udało, to namawiamy do kolejnych prób konkursowych organizowanych wspólnie z naszym blogiem.

Przypominamy o trwającym do 14 stycznia konkursie w którym można wygrać świetną kurację kwasową do stóp Magic Foot Peel. Jeśli potrzebujecie szybkiego i dokładnego złuszczenia zrogowaciałego naskórka to ten konkurs jest w sam raz dla Was. Szczegóły pod linkiem: Konkurs!




podbij bańkę!

Odbijaliście kiedyś bańki mydlane?
Zapewne nie!
No bo niby jak podbić bańkę? Bańka mydlana prawie jak piłka? Przecież pęknie!
Pewien Pan jednak wymyślił sposób, by tak łatwo nie pękała. Opracował specjalną formułę płynu do baniek mydlanych i za pomocą rękawiczek pobił rekord Guinessa w podbijaniu baniek. Wykonał 309 podbić.

Mam te bańki. Hop Hop Bańki Tuban.
Firma Tuban to specjaliści w bańkowej sferze. Na ich stronie www.tuban.pl można zerknąć jakie jeszcze inne cuda tworzą. Wspomniany wyżej rekord Guinessa, to nie jedyny jaki pobili. Udało im się też zamknąć w jednej bańce mydlanej aż 182 osoby.



Nasz Zestaw baniek Hop Hop składa się z dwóch płynów ze standardowymi końcówkami do tworzenia baniek zwykłych, dwóch rurek do tworzenia baniek do pobijania i dwóch rękawiczek do podbijania.





Dla większych dzieci, może to być świetna zabawa, która przy okazji pozwoli im nauczyć się delikatności i precyzji, a także zdrowej rywalizacji.
Dobrym rozwiązaniem jest to, że w zestawie są po dwa produkty. W przypadku rodzeństwa obędzie się bez bitwy o płyn i resztę akcesoriów. Dzieci mogą podbijać bańki w tym samym czasie i robić zawody typu: "kto dłużej, kto więcej",podbijąć jedną bańkę między sobą, lub "kto zrobi największą bańkę"
Sądzę, że banki świetnie sprawdziłyby się na kinderbalach, przyjęciach urodzinowych. Wszędzie tam gdzie jest pełno dzieci i trzeba je jakoś zająć by nie zdemolowały połowy lokalu:D. Zabawa bańkami wciąga i mobilizuje do kolejnych prób.
Kuba oczywiście jest jeszcze za mały by mógł potrafić bańki odbijać. Atrakcja podbijania pozostaje na razie mi i mężowi. Chociaż i wujaszek też chętnie podbijał.
Ale muszę pochwalić mojego syna, bo nauczył się tworzyć bańki. Jak podsuwam mu końcówkę to dmucha i udaje mu się zrobić kilka baniek:) Pomijam fakt, że  czasami usiłuje też zjeść tą końcówkę albo polizać, ale oczywiście nie pozwalam ;)


Aby zrobić bańkę do podbijania, należy zamoczyc rurkę w płynie, po wyjęciu powoli dmuchać w drugą końcówke rurki. Bańkę można stworzyc pokaźnych rozmiarów lub malutką. Im większa bańka tym podbijanie jest trudniejsze. Polecam banki średniej wielkości ;) Utworzoną bankę spuszczamy na rękawiczkę, poprzez lekkie szarpnięcie rurką i możemy zaczynac zabawę :)






Dla Kuby za parę lat, jak podrośnie, zapewne zakupię ponownie taki zestawik i mam nadzieję, że mu się spodoba.


No to próbujemy bić rekord. Choć jeszcze nam do tego bardzo daleko. 15-20 moich podbić wygląda blado na tle 309 ;)



poniedziałek, 31 grudnia 2012

śliniak na eleganta


Ze śliniaków korzystamy już rzadko. Mały nauczył się w miarę "po ludzku" jeść bez paprania całych ubrań. Wpadki się jednak zdarzają i do tej pory.
I teraz bywa, że bluzka zostaje wysmarowana sosem lub zostaje w nią wgnieciony kawałek kotleta.
U Little-Rose&Brothers dojrzeliśmy taki oto śliniak na eleganta:)
A wiecie, że ja mam słabość do takiej elegancji u małych łobuziaków :) No musiałam...musiałam mieć.


Do ekskluzywnej restauracji już byśmy się nie powstydzili iść  z małym "paprokiem". Mucha przypięta, koszula wyprasowana, frak założony...można iść :D I nawet nas wpuszczą :) Tylko nie wiem kto rachunek zapłaci ;)

A także i przy Noworocznym stole taki młodzieniec może zasiąść,a kto wie... może nawet i część Sylwestrowej zabawy zaliczy? :)

Przy okazji...chciałam Wam życzyć szczęśliwego Nowego Roku i hucznej zabawy Sylwestrowej! Niezapomnianej, przetańczonej do utraty sił ;) Do zobaczenia w przyszłym roku moje kochane czytelniczki! ;)


Do zakupu tu: śliniak na eleganta
A tu można wygrać taki śliniak:
http://designsekcja.pl/wygraj-karnawalowy-sliniak/


niedziela, 30 grudnia 2012

Krem ochronny na wiatr i mróz z filtrem

Dziś będzie o kremie ochronnym na wiatr i mróz, który otrzymaliśmy do testów od serwisu


Wszyscy dobrze wiemy, że zimą bez kremu ochronnego ani rusz. Zwłaszcza u dziecka.
Na rynku dostępny jest nowy produkt. Emolium. Krem ochronny na wiatr i mróz.


Kremów ochronnych jest dostępnych sporo. Jednak wszystkie, które do tej pory stosowałam zostawiały na skórze ciężką, tłustą warstwę, która strasznie mnie denerwowała. Zwyczajnie odczuwałam dyskomfort, a moja skóra nadmiernie się świeciła. Już nie wspomnę o tym, że zwykle po stosowaniu takich kremów mam włosy tłuste tego samego dnia.
Krem, który testujemy jest delikatniejszy, lżejszy, szybko się wchłania. Pozostawia uczucie nawilżonej, a nie tłustej skóry. Również rozsmarowuje się łatwiej od standardowych kremów. Szybkość i łatwość aplikacji jest dla mnie szczególnie ważna przy dziecku. Krem zawiera filtr SPF 20. Z tego co wiem, to jest to pierwszy emolient z tak wysokim filtrem. Pamiętajmy, że stosowanie kremów z filtrem, jest nie mniej ważne zimą niż latem. Zimą również promieniowanie szkodzi poprzez odbicie od śniegu czy lodu, tzw wtórne promieniowanie, które może powodować podrażnienia czy choćby fotostarzenie. Krem chroni a zarazem pielęgnuje.
Stosujemy go na każdy spacer zimową porą. Dzięki temu nasze skóry lepiej znoszą mroźną atmosferę i nie mamy na twarzach żadnych gratisów w postaci wysuszonych placów czy innych "nieszczęść". Produkt dość długo utrzymuje swoje działanie.
Krem można stosować u dzieci od szóstego miesiąca życia.
Zapach bardzo delikatny, przyjemny.
Cena 28,50 zł







piątek, 28 grudnia 2012

Gąska Zuzia i pierwsza gwiazdka


Nie wiem jak Was, ale nas wciąż nie opuszcza świąteczny nastrój. Wciąż się obżeramy, dojadając świąteczne słodkości. Kolędy wciąż dźwięcznie błądzą po naszych głowach, a choinka dalej błyszczy swym wyjątkowym blaskiem.
I wciąż czytamy...czytamy wyjątkową świąteczną książeczkę.
Historię o małej gąsce, która gubi się podczas poszukiwań gwiazdki na swoją piękną choineczkę.
Petr Horacek - Gąska Zuzia i pierwsza gwiazdka wydawnictwa Babaryba




Krótka opowieść o zmaganiach gąski, która za wszelką cenę chce ozdobić choinkę gwiazdką z nieba.  W związku z tym próbuje doskoczyć lub dojść do niej jednak wciąż nie udaje się.




Jaki był tego efekt? Musicie przekonać się same. Nie opowiemy Wam przecież całej książki, nie odbierzemy Wam tej przyjemności:)
Książeczka pełna wyrazów dźwiękonaśladowczych. Kwikania, gęgania, muczenia itp. Coś w sam raz dla małych moli książkowych i  dla przedłużenia świątecznej atmosfery.
Książka pełna pięknych ilustracji, jakby ręcznie malowanych, które dodają jej wyjątkowego uroku.




Książeczka w wersji angielsko-polskiej.
Starsze dzieciaki z pewnością chętnie będą przyswajać język obcy poprzez czytanie takich książek.Ogromnie mnie cieszy, że moje dziecko od najmłodszych lat będzie miało kontakt z językami. Mam nadzieję, że to mu pomoże oswoić się i polubić naukę języków. Wierzę że nie będzie to dla niego tylko konieczność ale i przyjemność.
 Książeczka do kupienia tu: (KLIK)


aaa i obiecałam Wam pokazać naszego Mikołaja:)
Niestety zdjęcie średnio wyraźne, bo Babcia postanowiła robić bez lampy i wyszło co wyszło:) Ale coś widać :)




















czwartek, 27 grudnia 2012

prezentów cd



Były prezenty malucha, a teraz część prezentów moich:)
Pasują tematycznie do bloga więc się chwalę.
Jaco...tfu tfu Mikołaj trafił w gust żony i zakupił to co powoduje błysk w oku.
Paletka 120 cieni Mario Luigi i pędzle do makijażu Mary Macom.
Do tej pory miałam jeden pędzelek do pudru i to wstyd się przyznać jaki więc prezent w pełni mnie usatysfakcjonował:)
Love you mężu:*

Intensywne kolory cieni w paletce, to to czego mi bardzo brakowało w mojej kosmetyczce. Jakieś tam miałam, ale za mało...cieni zawsze za mało.
Od zawsze miałam hopla na tym punkcie.

Wkrótce recenzja.
Na razie muszę poznać bardziej paletkę i cienie, a jest co odkrywać :)